Al Di Meola
12.11.2017
Teatr Miejski w Gliwicach
Al Di Meola Trio – to nie wirtuoz, to bohater gitary! Siadasz, wsłuchujesz się i lecisz razem z Nim.
Nasza planeta jest deptana przez ponad 7 miliardów ludzi. Wśród nich są dziesiątki milionów gitarzystów. Dobrych są setki tysięcy, wybitnych setki, a na końcu tej selekcji jest On – Al Di Meola. Tak dzisiaj uważamy, bo jesteśmy porażeni tym, co odbyło się dzisiaj w Teatrze Miejskim w Gliwicach. To był zdecydowanie najbardziej wyczekiwany koncert PalmJazz 2018, a jeśli wyczekiwany, to i oczekiwania były wysokie. Nawet nie ma co opisywać, jak trudno jest sprostać takiemu nastawieniu publiczności. Jednak dla niego to nie jest wyzwanie, bo to przecież On swoją twórczością, swoim graniem, zbudował pewien standard, który co najmniej konsekwentnie realizuje, jeśli nie podwyższa. Niebywałe? Prawdziwe! To był jeden wieczór, ale dwa spotkania. Al podzielił swój koncert na teatralnej scenie na dwa równe akty z piętnastominutową przerwą na poukładanie i posegregowanie doznań, emocji, przedyskutowanie ich. Ciekawa formuła, która również artystom dała chwile wytchnienia. Po przerwie nowe rozdanie dźwięków, nowy ładunek i nowe naelektryzowanie publiczności. Ładunek który wspominamy był zupełnie inny niż rock’n’rollowe pobudzenie, czy wprowadzające w trans jazzowe free granie. To było coś przytulnego, paradoksalnie nawet kameralnego, choć setki osób na publiczności powinny temu przeczyć. Instrumentarium tego koncertów składało się z trzech elementów, dwóch gitar i akordeonu. W środku Meola, na skrzydłach Fausto Beccalossi – akordeon oraz Kevin Seddiki – druga gitara. To klasyczne granie było momentami urozmaicane subtelną elektroniką lub dalekim wokalem akordeonisty. Taki nierozbudowany plan sceny, a taka z niej płynąca siła! Siła, która wydaje się bezwysiłkowa. Al Maszerował palcami po strunach swojej gitary ze zmienną dynamiką, różnorodną rytmiką, ale robił to lekko i płynnie, niechaotycznie, przemyślanie, zaplanowanie. Jego muzyka jest przede wszystkim bezpretensjonalna, to jej największy atut. Nie narzuca się, ona towarzyszy i z nią się odlatuje gdzieś w sfery iberyjskiego klimatu, argentyńskiego tango nuevo, czy flamenco. Gdyby dało się zakumulować atmosferę koncertu i dawkować ją sobie w gorsze dni, to by było zawsze bardzo dobrze. Al Di Meola jest absolutną legendą. Ma na koncie ponad dwadzieścia nagranych albumów, dekady grania, setki muzycznych kooperacji i tysiące koncertów. To razem stanowi pewnie miliard doznań. My mamy dzisiaj to jedno, genialne doznanie spotkania z nim. Owacje na stojąco i hitowy bis, no doskonałe. Al Di Meola Trio, kłaniamy się Tobie, a w zasadzie Wam nisko.
FOTO:
Michał Buksa